Bez Gwiazdek-Wielkopolska

Bez Gwiazdek miałem na liście miejsc do odwiedzenia od momentu kiedy pojawiły się informacje o nowej inicjatywie Roberta Trzópka i Janka Kęcika. W listopadzie się nie złożyło, w grudniu też nie, ale wreszcie w styczniu się udało. Udało się tak dobrze, że aż poszliśmy dwa razy w tym samym miesiącu.

Restauracja ujęła nas wszystkim – luźną atmosferą, świetnym konceptem, przemiłą obsługą i znakomitymi cenami. No bo gdzie w Warszawie w tej cenie zjemy 6-cio daniowe menu degustacyjne z wine pairingiem za 240 zł? Nigdzie. A jak jest takie miejsce, to chętnie się o nim dowiem. Styczniowej wizyty opisywał nie będę, bo niestety już trochę z głowy uleciało. W styczniu było Podlasie a luty to miesiąc pod znakiem potraw inspirowanych kuchnią wielkopolską.

A zatem, zaczynajmy!

Kapucha!

Bardzo przyjemna, delikatna i oczywiście mocno kapuściana w smaku przystawka. Delikatny sos z serem emilgrana, miękka, ale solidnie przypieczona z boków, konfitowana kapusta miło, choć skromnie, zapowiadają resztę wieczoru. Osoby, które smaku gotowanej kapusty nie lubią mogą na to danie kręcić nosem, chociaż warto dać szansę, bo z sosem serowym daje bardzo dobre rezultaty. No i przyjemnie pachnie i nie zalatuje taką przegotowaną, wymęczoną kapustą jak to się może niektórym kojarzyć.

Wino? Custoza Superiore Ca del Magro (2014, Monte del Fra). Bogaty kupaż Garganegi, Trebbiano, Cortese, Malvasia i jeszcze kilku, o których zapomniałem (Chardo?). Wino samo w sobie przyjemne, z nutami kwiatowymi i dojrzałych jabłek oraz gdzieś w tle owocami pestkowymi (dojrzała morela). Komponuje się dobrze, dzięki lekkiej tłustości niesie całe danie bez problemu.

Ja popiłem kapustę aperitifem, czyli “nielegalnym prosecco”. Dlaczego nielegalne? Bo robione niezgodnie ze „sztuką” (wtórna fermentacja w butelce, niefiltrowane i zamykane kapslem) i pasowało bardzo dobrze, chociaż z zupełnie innej strony pairingu (przecięcie ciężkiej kapusty i sosu wytrawnością i bąbelkami).

fullsizeoutput_de

Ślepe ryby?

Robert z Jankiem przynoszą talerz, na którym widnieją dwa małe, wydrążone walce z ziemniaka wypełnione farszem z cebuli i słoniny. Po chwili opowiadania o daniu wylewają esencjonalny bulion i całość pachnie tak, że ma się ochotę na to rzucić i pożreć z miejsca. Zapach cebuli, słoniny, mięsnego bulionu. Zapachy dzieciństwa… Smak jest esencjonalny, głęboki i również w swej pozornej złożoności prosty i kojący. Zjadłbym jeszcze dwie takie porcje. Zdecydowanie jedno z trzech najlepszych dań.

Miałem trochę problem z winem (Örökké, 2015, St. Andrea, Eger), które solo bardzo mi smakowało, natomiast w połączeniu z zupą (i tak brawo za odwagę) dostało, jak dla mnie, nut ziołowych idących mocno w kierunku eukaliptusa. Żona miała podobne odczucia, ale nieco mniej zintensyfikowane.

W winie, któremu akurat nie towarzyszyła zupa można było sporo wyczuć i się nim pobawić. Zostawiłem sobie większość na wypicie już po zjedzeniu dania i dało mi dużo przyjemności. Znowu sporo żółtych owoców (jabłka i gruszki), trochę delikatnej, przyjemnej, migdałowej goryczki. Z miłą chęcią wypiłbym więcej.

fullsizeoutput_dd

Pan Sandacz

Dziękuję, do widzenia! To danie jest zna-ko-mi-te. Sandacz w punkt, jędrny, świeży, pachnący z chrupiącą skórką. Do niego obłędna kiszona skorzonera pełniąca rolę delikatniejszej kiszonej kapusty ;). Kto nie pamięta ryby z kiszoną kapustą? Całość dopełniał cudny maślany sos. Skorzonera, z tego co się dowiedziałem kiszona tradycyjnie, bez szczególnych dodatków i chyba sam sobie coś takiego spróbuję nastawić. Na razie podjąłem próbę z kiszeniem cytryn, ale zobaczmy co z tego wyjdzie.

Ale wróćmy do sandacza. Jak wiadomo ryba lubi pływać, więc do kieliszków polano bardzo przyjemnego Gruner Vetlinera od jednego z czołowych producentów (2013, Nigl).  Typowe dla tego szczepu aromaty (dojrzałe owoce pestkowe, pigwa, prażone jabłko) wraz z cięższą lekko oleistą budową doskonale parują się z rybą.

fullsizeoutput_dc

Przepraszam, a z czym ten policzek?

Po krótkiej przerwie na stół wjeżdża policzek wieprzowy z topinamburem, musem z tegoż samego warzywa (czy z pietruszki? O rety, nie pamiętam!) i „dodatkiem skrobiowym” jak to powiedział Robert, który zaprzestał prób nazwania tego pampucha ze względu na komentarze klientów: “Ale zaraz! To nie jest pampuch/parzak/knedel, tylko…[tu wstaw to co Ty uważasz za prawidłową nazwę]” ;).

Całość bardzo, ale to bardzo przyjemna, policzek mięciuteńki (dluuuugo gotowany w 70’c), rozpływający się w ustach, puree aksamitne i aromatyczne, tylko topinambur zbyt twardy jak na mój gust – drobiazg. Sos było przyjemnie wymazywać tym “dodatkiem skrobiowym”. Takie fine comfort food w wydaniu ekipy B*. 🙂

Tu muszę wspomnieć o znakomicie dobranym, intrygującym gruzińskim winie, które oczywiście, jak to gruzińskie wino miało taką nazwę, że nie szło zapamiętać – prawie pomarańczowe, o nutach ziołowo-przyprawowych takich jak: gałka, ziele angielskie, liść laurowy, skontrowany skórką z jabłka i lekką nutą pomarańczy. Całość fermentowana w amforach. Świetna rzecz do dania i bardzo nieoczywiste, przesmaczne wino.

fullsizeoutput_db

Na pewno nie kaszana

Ostatnie danie przed deserem to kaszanka bez kaszy, czyli interpretacja boudin noir. Podana tajemniczo bo widzimy tylko cienkie plastry jabłka, które ewidentnie na czymś leżą ;). Uwielbiam kaszankę, więc dla mnie to od razu duży plus i szacunek dla Szefów za zabawę tym produktem. Kaszanka siedziała sobie w dużym krążku cebuli, który był mocno octowy i łamał słodycz głównej atrakcji. Niestety ta octowa kwasowość zaszkodziła niezłemu winu z Douro (Cottas Tinto, 2013, Cottas), kompletnie je spłaszczając.

Bez kwaskowej towarzyszki sam trunek był dość powidłowy (czarna wiśni, porzeczka), ale kwasowość gdzieś z tyłu była i nie pozwalała, żeby całość była zbyt dżemowata. Proste, podstawowe, przyjemne Douro.

Z dyskusji z Adrianem wywnioskowałem że chyba początkowo ta cebula nie była aż tak kwaskowa. Pomimo tego lekkiego zgrzytu i wino i danie zaliczam do kategorii bardzo dobrych. “Kaszanka” na pewno inna, ze względu na brak kaszy, bardziej “lepka”, skoncentrowana i nieco bardziej słodka. fullsizeoutput_eb

Wiśnie w czekoladzie, czy czekolada w wiśniach?

Cieszę się, że w B* nie ma tendencji do serwowania więcej niż jednego słodkiego dania. Deser, który otrzymaliśmy to mocno czekoladowa (biszkopt i krem), miękka rolada z dodatkami w postaci sosu wiśniowego i suszonych wiśni. Dobre, ale dużo zyskuje w połączeniu z bardzo dobrym Recioto  della Valpolicella (2013, Lena di Mezzo), które kusi aromatami powideł wiśniowych, wanilii i lukrecji, a w ustach jest rodzynkowo-wiśniowe z dodatkiem śliwek. Mocna słodycz skontrowana niezłą kwasowością. W sam raz do tego deseru.

fullsizeoutput_df

Wieczór kończymy kroplą benedyktyńskiego bittera i kawą. Jak zwykle miło, jak zwykle na wysokim poziomie. Czy lepiej niż w styczniu? Nie, ale dosłownie o włos. Wszystko przez te styczniowe “ziemniaki jak z ogniska” z kumpiakiem. Achhhh. To właśnie przez nie byliśmy w zeszłym miesiącu aż dwa razy. No dobrze, przez inne dania też ;).

Jeśli ktoś nie był w Bez Gwiazdek to musi pójść koniecznie, jeśli był w poprzednich miesiącach, niech idzie teraz. Jeśli już był w lutym to… 😉

Do zobaczenia w marcu, ekipo B*!

Przepraszam za jakość zdjęć, ale oświetlenie w restauracji jest super przyjemne dla gości, ale nie dla aparatu. Z lustrzanką przecież do restauracji chodzić nie będę, jeszcze nie zwariowałem ;).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s